Najdroższy marketing to ten robiony w ciemno. Wymyślasz promocję, bo wydaje się sensowna. Piszesz na stronie to, co brzmi dobrze. Wrzucasz reklamę i czekasz, aż coś z tego wyjdzie.
Tymczasem firmy z Twojej branży od dawna to sprawdziły i zostawiły po tym ślady. Reklamy, za które płacą, są publiczne. Ich strona sprzed lat leży w archiwum. Klienci napisali w opiniach, co ich wkurzyło. Wystarczy wiedzieć, gdzie patrzeć.
Czego tu nie ma. Żadnych wtyczek do instalowania i żadnych narzędzi za kilkaset złotych miesięcznie. Nie zobaczysz też, ile konkurencja wydaje na reklamy, bo przy zwykłych reklamach firm ani Meta, ani Google tego nie pokazują. Zobaczysz za to, co reklamują, od kiedy i jakimi słowami.
Zrzuty niżej zrobiłem na Allegro, bo to marka, którą zna każdy, i ma ślady w każdym z tych miejsc. U Twojej konkurencji wygląda to tak samo, tylko w mniejszej skali.
Miejsce 1. Ich reklamy na Facebooku i Instagramie
Wchodzisz na facebook.com/ads/library. Ustawiasz kraj na Polska, kategorię zostawiasz na „Wszystkie reklamy” i wpisujesz nazwę konkurenta. Nie musisz się logować.

Na co patrzeć:
- Data rozpoczęcia wyświetlania. Reklama, która leci od kilku miesięcy, najpewniej zarabia. Mało kto płaci pół roku za coś, co nie działa. Od niej zaczynaj.
- Powtarzające się obietnice. Jeśli w pięciu reklamach wraca to samo zdanie, to nie przypadek, tylko ich sprawdzony argument.
- Liczba wersji. Napis „Reklama ma kilka wersji” znaczy, że testują warianty. To znak, że traktują reklamę poważnie.
Ważne ograniczenie: przy reklamach firm zobaczysz tylko te, które są aktywne teraz. Archiwum z wydatkami i zasięgiem Meta prowadzi wyłącznie dla reklam politycznych i społecznych.
Miejsce 2. Ich reklamy w Google
Wchodzisz na adstransparency.google.com, ustawiasz region Polska i wpisujesz adres strony konkurenta albo nazwę firmy. To ten sam pomysł co biblioteka Meta, tylko dla wyszukiwarki, YouTube i stron, na których Google wyświetla reklamy.

Na co patrzeć:
- Format. Reklamy w wyszukiwarce mówią, na jakie hasła chcą być widoczni. Reklamy wideo pokazują, jak opowiadają o sobie w pół minuty.
- Powtarzalność. Przewiń kilkanaście reklam i zobacz, co wraca: darmowa dostawa, rata zero procent, gwarancja, termin realizacji. To ich główna karta przetargowa.
- Data. Przy filtrze czasu sprawdzisz, czy reklamują się cały rok, czy tylko sezonowo. Sezon konkurencji to podpowiedź dla Twojego kalendarza.
Miejsce 3. Ich strona sprzed lat
Wchodzisz na web.archive.org, wpisujesz adres strony konkurenta i wybierasz rok, a potem dzień z kalendarza. Zobaczysz stronę taką, jaka była wtedy naprawdę.

Zabawa zabawą, ale chodzi o coś innego. Porównaj ich stronę sprzed pięciu lat z dzisiejszą i wypisz dwie listy: co zniknęło i co zostało.
- Co zniknęło, zwykle nie działało. Usunięta zakładka, wycofana obietnica, skasowany cennik. Ktoś to przetestował za swoje pieniądze i zrezygnował.
- Co zostało od lat, działa. Zdanie, które przetrwało trzy przebudowy strony, zarabia na siebie. Zwróć uwagę, jak jest napisane.
- Ceny i terminy. Jeśli kiedyś były na stronie, a dziś ich nie ma, wiesz, że rozmowa o cenie przeniosła się do telefonu.
Archiwum nie ma każdej strony i nie z każdego dnia. Czasem stara wersja otworzy się bez zdjęć albo bez stylów. Im większa i starsza firma, tym więcej zapisanych wersji.
Miejsce 4. Opinie ich klientów
W Mapach Google otwierasz firmę konkurenta, wchodzisz w zakładkę „Opinie” i zmieniasz sortowanie na „Najniższa ocena”. Od tej chwili czytasz branżę oczami niezadowolonego klienta.

Dwadzieścia najniżej ocenionych opinii z dwóch firm powie Ci więcej niż godzina burzy mózgów. Jeśli chcesz to zrobić szybciej, wklej je do Gemini razem z gotowym poleceniem. Rozpisałem to krok po kroku w osobnym tekście: zrób sobie szpiega konkurencji.
Miejsce 5. Ich newsletter
Zapisz się na newsletter konkurencji. Prywatnym adresem, jak zwykły klient. Załóż na te maile osobną etykietę albo folder, żeby nie mieszały się z pracą.
Po dwóch tygodniach zobaczysz to, czego nie widać na stronie:
- Rytm promocji. Co ile dni wysyłają i przy jakich okazjach. To gotowy kalendarz Twojej branży.
- Ofertę wejściową. Czym przyciągają nowych: rabat, darmowa wycena, poradnik. To ich test na to, co działa.
- Język. Jak mówią o cenie, terminie i gwarancji, kiedy piszą do kogoś, kto jeszcze nie kupił.
Cztery zasady, żeby to nie odbiło się czkawką
- Nie kopiuj. Skopiowana obietnica bez Twojego sposobu pracy jest pusta, a skopiowany tekst to problem prawny. Patrzysz po to, żeby zobaczyć wolne miejsce, nie po to, żeby powtórzyć cudze.
- Nie podszywaj się. Zapis na newsletter prywatnym mailem jest w porządku. Zakładanie fałszywych kont, udawanie klienta w rozmowie handlowej albo wyciąganie informacji od ich pracowników nie jest.
- Jedna reklama to nie strategia. Wnioski wyciągaj z powtórek. Jeśli to samo widzisz u trzech firm i w kilku miejscach, to jest wzorzec.
- Zapisuj wnioski, nie zrzuty. Po każdej firmie zostaw sobie trzy zdania: co obiecują, czym się bronią, czego nie robią. Reszta to zbieractwo.
Co z tym zrobić dziś
Wybierz dwie firmy, z którymi naprawdę konkurujesz o tego samego klienta. Nie największą markę w Polsce, tylko te, które ludzie wpisują w Google obok Ciebie.
Przejdź przez pięć miejsc, po dwie minuty na każde. Zapisz trzy zdania o każdej firmie. Na koniec dopisz jedno zdanie o sobie: czego oni nie robią, a Ty możesz zrobić od jutra. To zdanie jest warte więcej niż wszystkie zrzuty razem.
Chcesz takie konkrety regularnie?
W newsletterze pokazuję darmowe narzędzia i ruchy, które właściciel firmy wdroży sam, zwykle w kwadrans. Zawsze na prawdziwym przykładzie i ze zrzutami.
Zapisz się do newsletteraCzęste pytania
Czy to jest legalne?
Tak. Biblioteka reklam Meta i Centrum przejrzystości reklam Google to publiczne rejestry, które obie firmy udostępniają każdemu. Archiwum internetu zapisuje publicznie dostępne strony. Opinie w Mapach Google są publiczne. Zapis na newsletter prywatnym adresem to zwykła czynność klienta. Nie podszywasz się i nie logujesz na cudze konta.
Czy muszę mieć konto?
Nie. Wszystkie cztery narzędzia działają bez logowania. Konto przyda się tylko wtedy, gdy będziesz chciał wkleić opinie do Gemini albo innego czatu AI.
Czy zobaczę, ile konkurencja wydaje na reklamy?
Przy zwykłych reklamach nie. Wydatki i zasięg Meta oraz Google pokazują tylko przy reklamach politycznych i dotyczących spraw społecznych. Przy firmach zobaczysz treść, platformy i datę rozpoczęcia.
Czy w archiwum internetu jest każda strona?
Nie. Archiwum zapisuje część stron i tylko w wybranych dniach. Zdarza się, że stara wersja otwiera się bez zdjęć. Im większa i starsza strona, tym więcej wersji.
Co, jeśli konkurencja nie ma żadnych reklam?
To też informacja. Znaczy, że klienci trafiają do nich inną drogą: z wyszukiwarki, z poleceń albo z wizytówki w Mapach Google. Wtedy najwięcej powiedzą Ci ich opinie i ich strona.