Darmowy audyt SEO na mailu. Jak w 30 sekund sprawdzić, czy to masówka.

„Sprawdziłam, jak Państwa firma prezentuje się w Google na tle lokalnej konkurencji.” Taki mail dostaje prawie każda firma, która ma stronę i adres w internecie. Brzmi jak ktoś, kto poświęcił Ci czas. Pokazuję na prawdziwej wiadomości ze swojej skrzynki, jak jednym kliknięciem sprawdzić, czy ktoś naprawdę patrzył na Twoją stronę, czy wysłał to samo do tysiąca firm. Bez narzędzi, bez kont, za darmo.

Nagłówki wiadomości e-mail z podświetlonymi linijkami Precedence: bulk, List-Id i X-sare, obok napis: darmowy audyt SEO na mailu, jak sprawdzić, czy to masówka

Jeśli masz 2 minuty

Otwórz maila w Gmailu w przeglądarce. Trzy kropki w rogu wiadomości, potem „Pokaż oryginał”.

Wyszukaj słowo bulk. Linijka Precedence: bulk to deklaracja masowej wysyłki. To samo mówią List-Id i Feedback-ID.

Wyszukaj width="1". Obrazek jeden na jeden piksel melduje nadawcy, że otworzyłeś wiadomość.

Sprawdź wiek domeny nadawcy. Dla końcówki .pl na stronie dns.pl, w wyszukiwarce whois. Porównaj też adresy, gdy ta sama treść przychodzi kilka razy.

Test na skróty: prawdziwa analiza nazywa jedną konkretną rzecz z Twojej strony już w pierwszym akapicie.

W czwartek o 12:11 dostałem maila zatytułowanego „Seo Audyt”. Dzień wcześniej przyszła ta sama treść z tematem „Audyt Seo”, tylko z zupełnie innego adresu i innej domeny. Do tego momentu wszystko było normalne, bo takie wiadomości przychodzą co tydzień.

Treść była porządna. Siedem punktów, konkretne obietnice, spokojny ton:

„sprawdziłam, jak Państwa firma prezentuje się w Google na tle lokalnej konkurencji. Widzę kilka obszarów, które warto dokładniej przeanalizować, zarówno w wynikach wyszukiwania, jak i w Mapach Google.”

Dalej lista: porównanie z konkurencją, frazy, struktura strony, szybkość na telefonach, profil linków, błędy techniczne, trzy działania na start. Na końcu zdanie, które miało rozwiać wątpliwości: „Nie będzie to automatyczny raport z narzędzia, lecz analiza przygotowana ręcznie”.

Przeczytaj jeszcze raz pierwsze zdanie. Ktoś sprawdził moją stronę i nie napisał o niej ani jednego słowa. Żadnej frazy, żadnego adresu podstrony, żadnego błędu. Sam fakt, że „widzi kilka obszarów”.

To jest pierwszy test i przechodzi go mniej ofert, niż myślisz. Jeśli ktoś naprawdę patrzył na Twoją stronę, ma czym się pochwalić w pierwszym akapicie. Jeśli patrzył na listę adresów, ma tylko ogólniki.

Rysa pierwsza: podpisał się Kacper, w treści jest „sprawdziłam”

Mail podpisany męskim imieniem i nazwiskiem. W treści forma żeńska. Nie chodzi o czepianie się gramatyki, tylko o to, co z tego wynika.

Ktoś napisał szablon, ktoś inny go wysłał i nikt nie przeczytał całości przed kliknięciem „Wyślij”. Jeśli nadawca nie sprawdził własnej wiadomości, trudno zakładać, że sprawdził Twoją stronę.

Rysa druga: dwa dni, dwie różne domeny

23 września o 16:54 przyszedł mail z tematem „Audyt Seo”. 24 września o 12:11 ten sam tekst, ten sam podpis, temat „Seo Audyt”. Przestawione dwa słowa, co jest normalnym testem otwieralności w mailingu.

Ciekawsze jest to, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Obie wiadomości przyszły z dwóch różnych domen i dwóch różnych adresów. Zauważyłem to dopiero, gdy porównałem nadawców obok siebie.

I tu robi się konkretnie. W nagłówkach obu maili siedzi ten sam numer listy wysyłkowej: 41634. Ten sam numer jest też w rekordach DNS obu domen, w polu weryfikacyjnym systemu do mailingu. Czyli dwie domeny, jedno konto wysyłkowe, jedna baza adresów.

Zmiana domeny w trakcie kampanii to sposób na to, żeby reputacja jednej nie ciągnęła w dół drugiej. Dla Ciebie znaczy to tyle, że po zablokowaniu jednego nadawcy ta sama treść wróci z kolejnego adresu.

Narzędzie: „Pokaż oryginał” w Gmailu

Tu przestajemy zgadywać. Każdy mail niesie ze sobą nagłówki, czyli metryczkę, której normalnie nie widać. Gmail pokazuje ją za darmo, bez wtyczek i bez zakładania czegokolwiek.

  1. Otwórz wiadomość w Gmailu w przeglądarce. W aplikacji na telefonie tej opcji nie ma, ale na telefonie możesz otworzyć pocztę w przeglądarce.
  2. Kliknij trzy kropki w prawym górnym rogu samej wiadomości, nie w rogu całego okna.
  3. Wybierz „Pokaż oryginał”. Otworzy się nowa karta.

W innych programach pocztowych to samo kryje się pod nazwą „Wyświetl źródło wiadomości”, „Pokaż źródło” albo „View source”.

Okno Wiadomość oryginalna w Gmailu z wierszami SPF, DKIM i DMARC oznaczonymi jako PASS, dane nadawcy zamazane
Okno „Wiadomość oryginalna” w Gmailu, 25.09.2026. Nazwa firmy, domena, adres i numer IP zamazane.

Na górze zobaczysz trzy skróty. Warto wiedzieć, co znaczą, bo łatwo je źle odczytać.

  • SPF sprawdza, czy serwer, z którego przyszedł mail, ma prawo wysyłać w imieniu tej domeny.
  • DKIM to podpis, który potwierdza, że treść nie została po drodze podmieniona.
  • DMARC mówi, co zrobić, gdy dwa pierwsze zawiodą.

W moim mailu wszystkie trzy pokazały PASS. To znaczy tylko tyle, że nadawca naprawdę wysłał wiadomość ze swojej domeny i nikt się pod niego nie podszył. Nie znaczy, że oferta jest wartościowa. Trzy zielone PASS to nie rekomendacja, tylko potwierdzenie tożsamości.

Cztery linijki, które mówią więcej niż cała treść

Przewiń niżej, do szarego pola z surowym tekstem. To są pełne nagłówki. Wygląda strasznie, ale szukasz tylko kilku słów. Wciśnij Ctrl+F (na Macu Command+F) i wpisz bulk.

Surowe nagłówki wiadomości z podświetlonymi linijkami X-sare, List-Id, Feedback-ID i Precedence: bulk oraz obrazkami o wymiarach jeden na jeden piksel
Nagłówki tej samej wiadomości, 25.09.2026. Podświetlone linijki to te, o które chodzi. Dane nadawcy zamazane.
Linijka w nagłówkuCo oznacza
Precedence: bulkNadawca sam oznacza wiadomość jako masową. To nie jest korespondencja jeden do jednego.
List-IdWiadomość należy do listy mailingowej i ma jej numer.
Feedback-IDIdentyfikator kampanii, w którym nadawca sam wpisał słowo „newsletter”.
X-sareNazwa systemu do masowej wysyłki, przez który poszedł mail.
List-UnsubscribeLink do wypisania się. Zwykła wiadomość od człowieka go nie ma.

Zestaw to z jednym zdaniem z treści: „Nie będzie to automatyczny raport z narzędzia, lecz analiza przygotowana ręcznie”. Nagłówek nie kłamie, bo nikt nie pisze go ręcznie. Dopisuje go system wysyłkowy.

Dwa obrazki, których nie widzisz

W tym samym oknie wyszukaj width="1". W moim mailu były dwa takie obrazki. Mają jeden piksel szerokości i jeden wysokości, więc na ekranie są niewidoczne.

Działają prosto. Gdy Twój program pocztowy pobiera obrazki, pobiera też te dwa. Serwer nadawcy notuje, że wiadomość została otwarta, kiedy i z jakiego adresu. Zanim odpiszesz, druga strona już wie, że przeczytałeś.

To samo robi większość newsletterów, także mój. Różnica jest taka, że przy newsletterze zapisujesz się świadomie. Przy zimnej wysyłce nie.

Jeśli nie chcesz tego meldunku, w Gmailu wejdź w Ustawienia, sekcja „Obrazy” i wybierz „Pytaj przed wyświetleniem obrazów zewnętrznych”. Obrazki w mailach przestaną ładować się same.

Drobiazg na koniec tego wątku: tytuł szablonu HTML w tej wiadomości brzmiał Untitled Document. To domyślna nazwa pustego pliku, której nikt nie zmienił.

Ostatni ruch: ile lat ma firma, która chce poprawić Twoją widoczność

Obie domeny mają końcówkę .pl, więc daty ich rejestracji są publiczne i darmowe. Wejdź na dns.pl/whois, wpisz domenę z adresu nadawcy i poszukaj pola z datą utworzenia.

Wyszło tak: pierwsza domena zarejestrowana 5 czerwca 2026, druga 27 sierpnia 2026. Ta druga miała 27 dni w dniu, w którym przyszedł z niej mail o budowaniu widoczności w Google.

Młoda domena nie jest zarzutem. Każda firma kiedyś zaczyna, a dobry specjalista może działać od miesiąca. To po prostu informacja, którą warto mieć przed rozmową, zwłaszcza gdy usługa dotyczy długiej, cierpliwej pracy nad widocznością.

Czy to jest oszustwo

Nie. I to jest ważniejsze niż cała reszta tekstu.

Nikt się pod nikogo nie podszywa, domena jest prawdziwa, podpisy techniczne się zgadzają, link do wypisania działa. To zwykła zimna wysyłka handlowa, czyli ta sama treść do wielu adresów naraz. Robią to tysiące firm, także takie, które później wykonują dobrą robotę.

Zgrzyt jest gdzie indziej. Mail sprzedaje wrażenie, że ktoś poświęcił Ci czas, zanim napisał. Nagłówki mówią, że nie poświęcił. To nie przestępstwo, tylko kiepski początek współpracy, która ma polegać na zaufaniu do cudzych analiz.

Osobna kwestia to zgoda. W Polsce na wysyłkę oferty handlowej na adres e-mail trzeba mieć wcześniejszą zgodę odbiorcy. Jeśli takiej zgody nie dawałeś, możesz po prostu kliknąć link do wypisania albo oznaczyć wiadomość jako spam.

Jak wygląda audyt, który warto wziąć

Nie chodzi o to, żeby odrzucać wszystko, co przyszło mailem. Chodzi o to, żeby wiedzieć, czego szukać.

  • Konkret w pierwszym akapicie. Nazwa Twojej firmy to za mało. Adres podstrony, konkretna fraza, konkretny błąd. Coś, czego nie da się wkleić tysiącu odbiorcom.
  • Jedna rzecz za darmo, naprawdę. Dobry specjalista potrafi oddać jedną obserwację bez zobowiązań, bo wie, że ma ich więcej.
  • Nazwa firmy i strona, która istnieje dłużej niż oferta. Sprawdź ich własną widoczność w Google. To najprostszy test spójności.
  • Jasne, kto to wykona. Imię, nazwisko, telefon, adres. Nie samo „zespół”.

I odwrotnie, bo to działa w obie strony. Jeśli sam wysyłasz oferty mailem, Twoje wiadomości też mają nagłówki. Warto wiedzieć, co o Tobie mówią.

Czego ta metoda nie powie

  • Nie oceni jakości oferty. Masowy mail może pochodzić od kogoś, kto zna się na rzeczy. Nagłówki mówią o sposobie wysyłki, nie o kompetencjach.
  • Nie wykryje każdego oszustwa. Podpisy SPF, DKIM i DMARC może mieć poprawnie ustawione także firma, która Cię oszuka.
  • Nie zadziała w aplikacji mobilnej Gmaila. Potrzebna jest wersja w przeglądarce.
  • Nie każda masówka ma słowo bulk. Część systemów go nie dopisuje. Wtedy zostają List-Id, List-Unsubscribe i piksele.

Co zrobić dziś

  1. Znajdź w skrzynce ostatnią ofertę, która brzmiała jak pisana specjalnie do Ciebie.
  2. Otwórz „Pokaż oryginał” i wyszukaj bulk oraz width="1".
  3. Zdecyduj, czy chcesz odpowiadać. Zajmie Ci to mniej czasu niż czytanie tej oferty.

To nie jest metoda na łapanie oszustów. To sposób na to, żeby wiedzieć, z czym masz do czynienia, zanim odpiszesz. Mniej chaosu w skrzynce zaczyna się od jednego kliknięcia.

Chcesz takie konkrety regularnie?

W newsletterze pokazuję darmowe narzędzia i ruchy, które właściciel firmy wdroży sam, zwykle w kwadrans. Zawsze na prawdziwym przykładzie i ze zrzutami.

Zapisz się do newslettera

Częste pytania

Czy „Pokaż oryginał” jest darmowe?
Tak. To standardowa funkcja Gmaila. Nie instalujesz wtyczki i nie zakładasz konta w żadnym dodatkowym serwisie. Inne programy pocztowe mają to samo pod nazwą „Wyświetl źródło wiadomości”.

Co znaczy Precedence: bulk?
To oznaczenie masowej wysyłki. Nadawca sam informuje serwery pocztowe, że wiadomość jest częścią większej wysyłki. Jeśli treść twierdzi, że to indywidualna analiza, a nagłówek mówi „bulk”, masz dwie sprzeczne informacje w jednym mailu.

SPF, DKIM i DMARC pokazują PASS. To znaczy, że mail jest wiarygodny?
Nie. To znaczy tylko, że nadawca naprawdę wysłał wiadomość ze swojej domeny i nikt się pod niego nie podszył. O wartości oferty nie mówią nic.

Czy taki mail to oszustwo?
Zwykle nie. To zimna wysyłka handlowa. Problemem nie jest przestępstwo, tylko obietnica indywidualnej analizy, której nikt nie wykonał. Osobna sprawa to zgoda, bo na wysyłkę oferty handlowej mailem trzeba ją mieć wcześniej.

Jak sprawdzić, od kiedy istnieje domena nadawcy?
Dla domen .pl wejdź na dns.pl i skorzystaj z wyszukiwarki whois. Zobaczysz datę utworzenia. W tym przypadku dwie domeny tego samego nadawcy miały daty 5 czerwca i 27 sierpnia 2026. Młoda domena nie dyskwalifikuje firmy, ale przy ofercie budowania widoczności warto o tym wiedzieć.

Czy zrobię to na telefonie?
W aplikacji Gmail tej opcji nie ma. Otwórz skrzynkę w przeglądarce na telefonie albo zrób to na komputerze.

← Wróć do bloga