Mam swój test na to, czy pomysł na marketing zadziała. Dreszcze.
Kiedy wpada mi do głowy nowy kierunek dla kogoś i czuję ciarki na plecach, takie jak przy dobrej scenie w filmie, ten pomysł prawie zawsze się sprawdza. Nie sprawdzam tego najpierw w tabelce. Czuję to na skórze, zanim zdążę cokolwiek policzyć.
To nie magia, to psychologia
Brzmi nienaukowo, wiem. A stoi za tym coś bardzo prostego: ciało reaguje szybciej niż głowa. Zanim rozum ułoży argumenty, skóra już wie, że coś poruszyło. Dreszcze łapią to, czego żadna liczba nie pokaże, że pomysł trafia w emocję, a nie w rubrykę w arkuszu.
A decyzje zakupowe podejmujemy emocjami. Dopiero potem tłumaczymy je sobie rozsądkiem, żeby poczuć, że wybraliśmy „na chłodno". Klient rzadko kupuje dlatego, że coś jest o dwa procent tańsze. Kupuje, bo coś go ruszyło, a cena była tylko wymówką, żeby powiedzieć „tak". Dlatego ciarki są dla mnie skrótem do tego, co naprawdę poruszy człowieka po drugiej stronie.
Kiedy dreszcze mnie oszukują
Czasem się mylę. Pomysł dawał mi ciarki, a jednak nie zadziałał. Gdy grzebię, dlaczego, wychodzi zwykle to samo: dreszcze czułem tylko ja. Bo to był mój pomysł, moja duma z tego, jak sprytnie go wymyśliłem, a nie pomysł dla klienta i dla jego ludzi.
To ważna poprawka do całego testu. Ciarki mają dotyczyć odbiorcy, nie mojego ego. Za każdym razem muszę zadać sobie pytanie, czy poruszyło mnie to, co zobaczy klient, czy tylko to, jaki jestem z siebie zadowolony. To dwie różne rzeczy i naprawdę łatwo je pomylić.
Dlaczego nie oddaję tego samym liczbom
Nie jestem przeciwko danym. Liczby pokazują, co się wydarzyło, i trzeba je mierzyć. Ale liczby patrzą do tyłu. Mówią, że coś zadziałało, dopiero gdy już zadziałało. Na etapie pomysłu, gdy masz przed sobą pusty ekran i decyzję, w którą stronę pójść, nie ma jeszcze żadnej tabelki. Jest tylko to, czy pomysł Cię rusza, czy zostawia Cię obojętnym.
Dokładnie o tym pisałem, gdy tłumaczyłem, że naturalność bije perfekcję. Wygładzony, poprawny, bezpieczny pomysł nie daje dreszczy nikomu. Prawdziwy, trochę odważny, czasem niewygodny, potrafi je dać. To ten sam mechanizm.
Jak sprawdzisz to u siebie
Nie potrzebujesz do tego żadnego kursu ani narzędzia. Następnym razem, gdy będziesz miał pomysł na post, ofertę albo reklamę, zatrzymaj się na chwilę i sprawdź jedno: czy ten pomysł daje ciarki Tobie.
Jeśli czytasz własny nagłówek i nic nie czujesz, klient też nic nie poczuje. Jeśli układasz ofertę i sam byś się na nią nie skusił, on też się nie skusi. To brutalnie proste, a oszczędza mnóstwo pieniędzy wydanych na kampanie, które od początku nikogo nie ruszały.
To zresztą ta sama zasada, co przy nie sprzedawaj, pomagaj. Zaczynasz od człowieka i od tego, co nim porusza, a nie od tego, co chcesz mu wcisnąć.
Co z tym zrobić dzisiaj
Weź jeden pomysł, który właśnie chodzi Ci po głowie. Post, hasło, promocję, cokolwiek. Przeczytaj go na głos i sprawdź, czy coś w Tobie drgnęło. Jeśli tak, prawdopodobnie jesteś na dobrym tropie. Jeśli nie, nie wysyłaj tego jeszcze. Popracuj nad tym, aż zacznie ruszać najpierw Ciebie.
Masz swój test na dobry pomysł, czy idziesz wyłącznie po danych? Napisz mi, szczerze ciekawi mnie, jak to robisz u siebie.
Chcesz więcej marketingu wyłożonego po ludzku? Zostańmy w kontakcie.
W newsletterze piszę o marketingu, sprzedaży i AI po ludzku, dla przedsiębiorców, którzy mają już dość hałasu. Mniej chaosu, więcej zrozumienia. Bez korpomowy i bez obietnic, że naprawię całą firmę jednym mailem.
Zapisz się do newslettera